Syndrom DDA/DDD – kto tu jest zaburzony?

Określanie pewnego zestawu cech czy objawów mianem syndromu silnie kojarzy to zjawisko z obszarem patologii (słowo „syndrom” używane jest często w medycynie na określenie zespołu objawów chorobowych).

Sformułowanie „syndrom DDA/DDD” łatwo może więc być utożsamiane z zespołem objawów świadczących o zaburzeniu osoby, która jest nim dotknięta. Więc ktoś, u kogo ten syndrom występuje, może być spostrzegany jako „chory”, „nieprzystosowany do wymogów otoczenia”.

Jednak paradoksalnie to właśnie wykształcenie w sobie cech syndromu DDA/DDD (np. specyficznych mechanizmów psycho-emocjonalnych) pozwala dziecku dostosować się do otoczenia – takiego, jakie jest mu dane jako środowisko rodzinne – do odrzucających, zajętych swoim nałogiem i jego konsekwencjami rodziców.

Bez mechanizmów właściwych syndromowi DDA/DDD emocjonalne przetrwanie dziecka w takiej rodzinie byłoby wręcz niemożliwe, doprowadziłoby do wewnętrznej dezorganizacji równoznacznej prawdopodobnie z głębokimi zmianami o charakterze stricte patologicznym (np. psychosomatycznym lub wręcz psychotycznym).

Nie jest więc syndrom DDA/DDD zespołem objawów charakterystycznych dla zaburzonej jednostki, jest natomiast zespołem objawów ukształtowanych jako adaptacyjna odpowiedź na głęboko zaburzone warunki dorastania i rozwoju.

Z czym mierzy się dziecko w rodzinie z problemem alkoholowym?

Rzecz jasna każda rodzina (także alkoholowa) ma swoją specyfikę, własny, niepowtarzalny obraz problemu, właściwe jedynie sobie samej dominujące mechanizmy regulacyjne. Możliwe jest jednak wyróżnienie kilku podstawowych wspólnych rysów charakteryzujących takie rodziny jako środowisko wzrastania dzieci i wychowywania ich przez rodziców.

Po pierwsze jest to głęboka dysfunkcjonalność systemu rodzinnego, odbierająca jego członkom możliwość rozwoju i samorealizacji. Funkcjonalny system rodzinny pozwala członkom rodziny bezpiecznie realizować ich potrzeby, będąc dla nich źródłem opieki, oparcia, dostarczając zasobów koniecznych do rozwoju.

Wspierając się nawzajem, ale także korzystając z zasobów zewnętrznych, rodzice są w stanie funkcjonować na tyle dobrze, że dzieci nie są im niezbędne do zaspokajania ich potrzeb i/lub wyrównywania deficytów. Są więc obdarzane uwagą i troską, ich naturalne potrzeby rozwojowe zostają zauważone i zaspokojone.

W rodzinie dysfunkcjonalnej dzieje się wręcz odwrotnie. Rodzice mają stanowczo zbyt mało umiejętności, aby wspierać się nawzajem i korzystać z zewnętrznego wsparcia społecznego. Głównym źródłem oparcia stają się więc dla nich dzieci (co zresztą niezwykle często stanowi kontynuację schematów działających we wcześniejszych pokoleniach rodzin, z których pochodzą). Wsparcie, uwaga, troska w dużej części zmieniają wektor: kierowane są nie od rodziców do dzieci, a na odwrót – ze strony dzieci ku rodzicom. To dzieci czują się zobowiązane do wspierania rodziców, dbania o ich samopoczucie, pomagania w trudnych sytuacjach. One same – nawet jeśli otrzymują od rodziców jakieś elementy wsparcia czy opieki – zyskują przeświadczenie, że tak naprawdę nic im się ze strony rodziców nie należy, że ich potrzeby nie są ważne, że ważniejszy jest dobrostan nietrzeźwego lub udręczonego nietrzeźwością (żony lub męża) rodzica.

Tagi:
5 comments on “Syndrom DDA/DDD – kto tu jest zaburzony?
  1. Paweł napisał(a):

    Tak właśnie było. Stale słyszałem: zmień się, co ty robisz?, jak ty się zachowujesz?, itd. Ciągle byłem nie taki, jaki być powinienem (choć nigdy nie usłyszałem jaki powinienem być). Ciągle byłem nieakuratny, nieadekwatny, nie spełniający jakichś oczekiwań. Ciagle słyszałem, że wszystko robię źle i… uwierzyłem w to. I z tym wszedłem w dorosłość. I jeszcze z uzależnieniem. I z jeszcze z innym ciężkim bagażem doświadczeń i przekonań. Pzdr, P.

  2. Jana098 napisał(a):

    Tak, dokładnie jest. Wykształcone w dzieciństwie mechanizmy paradoksalnie umożliwiają w życiu dorosłym osiągać dużo, ale kosztem siebie. Dobrze jest w porę uświadomić sobie ten potencjał, bo dzięki temu można nauczyć się żyć inaczej, wybierać i czerpać z życia. Nie DDA są jednostkami chorobowymi, a pijący rodzice, którzy w swoim zagubieniu życiowym się nie odnajdują.

  3. Polina napisał(a):

    Ja pochodzę z takiej rodziny dysfunkcyjno – alkoholowej i nadal w niej tkwię mam 24 lata i czuję jak bezradność mnie zjada od środka. Mój ojciec sprawił,że moje życie stało się jednym wielkim pasmem nieszczęść, przez całe moje dotychczasowe życie albo pił co robi nadal, albo wyzywa, krytykuje upokarza,a czasami nawet w szale potrafi uderzyć, moja Mama która stała się całym moim światem, od najmłodszych lat wtajemniczała mnie w sprawy domowe (rachunki,zakupy,kombinowanie skąd wziąć kasę itp) Co wpędzało i nadal mnie wpędza w poczucie winy,ale ona zwyczajnie się go boi, nie wspomnę o tym,że ojca z lat dzieciństwa pamiętam Tylko pijanego albo wiecznie wrzeszczącego. Przez całe moje życie ojciec miał mnie i mojego brata gdzieś zresztą nadal ma! Alkohol to jest jego priorytet w życiu. Miałam 3 lata jak zabrał mnie ze sobą do kolegi, sam się upił z kolegą a mnie zostawił i wrócił do domu bez własnego dziecka, albo powiedział mi,że jestem błędem jego życia , tudzież wyzwał mnie od dziwek, ponieważ mając 24lata wróciłam od faceta o 2 w nocy do domu. Zazdroszczę wszystkim Tym który się uwolnili od tego marazmu ja niestety nie mam tej odwagi cywilnej, a w głębi duszy nie czuję się dobrze z tym wszystkim.

  4. Edyta napisał(a):

    Też byłam ciągle za wszystko krytykowana. Wszystko robiłam źle. Nigdy, ale to nigdy nie usłyszałam słowa pochwały. Byłąm bardzo zdolnym dzieckiem. Miałam dobre stopnie, jednak ostatecznie zawsze mogło być lepiej. Za słabo zdałam maturę pisemną, bo tylko na czwórki. Przecież stać mnie było na więcej. Na wywiadówkach moja matka podkreślała
    – Co z tego, że w szkole tak dobrze, jak córka mi w domu w ogóle nie pomaga…
    Kiedy wychowawca mi to powtórzył myśałam, że zemdleję, umre ze wstydu, albo wścieknę się wobec tak skrajnej niesprawiedliwości….

    Moje życie dotąd to ciągłe udawadnianie sobie i innym jak wartościowym człowiekiem jestem…. bo przecież jestem.

  5. em napisał(a):

    ja miałem że nawet jak byłem najlepszy, a byłem na swoje nieszczęscie (do momentu aż piep..ło), to byłem najgorszy, kij się zawsze znajdzie nawet jak nie ma podstaw to się znajdzie … pierwszym obowiązkiem psychologa jest robienie diagnozy i ustalenie kto co robił, kto za co odpowiada i co z czego wynikło, bez tego psychoterapia o ile wogóle zadziała będzie dłuższa i bardziej bolesna dla ofiary

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.